27 sierpnia 1990 roku świat muzyki stracił jednego z najwybitniejszych gitarzystów swojej epoki. Stevie Ray Vaughan zginął w katastrofie śmigłowca po koncercie w Wisconsin. Miał 35 lat, ale w ciągu krótkiej kariery zdążył na nowo rozpalić zainteresowanie bluesem i zostawić po sobie styl, który do dziś inspiruje kolejne pokolenia gitarzystów.
Stevie Ray Vaughan urodził się 3 października 1954 roku w Dallas. Dorastał w Teksasie i od młodości był zafascynowany gitarą. Jego muzyczny język wyrastał z bluesa, ale równie mocno czerpał z rocka. Jednym z najważniejszych punktów odniesienia był dla niego Jimi Hendrix, którego wpływ można było usłyszeć zarówno w sposobie budowania solówek, jak i w podejściu do brzmienia instrumentu.
Gitara, która brzmiała jak żywioł
Vaughan należał do tych muzyków, których można rozpoznać po kilku dźwiękach. Jego charakterystyczny Fender Stratocaster, potężne vibrato, agresywny atak i niezwykłe wyczucie frazy sprawiały, że nawet klasyczny blues w jego wykonaniu nabierał niemal rockowej intensywności.
Przełomem w karierze gitarzysty był występ z Double Trouble na festiwalu w Montreux w 1982 roku. Zwrócił wtedy uwagę m.in. Davida Bowiego i Jacksona Browne’a. Vaughan wkrótce pojawił się na albumie Bowiego „Let’s Dance”, a następnie rozpoczął własną drogę do światowej sławy.
„Texas Flood” i wielki powrót bluesa
W 1983 roku ukazał się „Texas Flood” – debiutancki album Stevie Ray Vaughana i Double Trouble. Płyta pokazała, że tradycyjny blues może zabrzmieć świeżo, agresywnie i współcześnie. Kolejne wydawnictwa, „Couldn’t Stand the Weather”, „Soul to Soul” oraz „In Step”, ugruntowały jego pozycję jako jednego z najważniejszych gitarzystów lat 80.
Do najbardziej rozpoznawalnych nagrań Vaughana należą m.in. „Pride and Joy”, „Texas Flood”, „Cold Shot”, „Crossfire” oraz jego niezwykle emocjonalna interpretacja „Little Wing” Jimiego Hendrixa. Właśnie w takich utworach najlepiej słychać było połączenie technicznej swobody z ogromnym ładunkiem emocjonalnym.
Tragiczny 27 sierpnia 1990 roku
26 sierpnia 1990 roku Vaughan wystąpił w Alpine Valley Music Theatre w East Troy w stanie Wisconsin. Po koncercie nad ranem 27 sierpnia wsiadł do śmigłowca, który miał przetransportować pasażerów w kierunku Chicago. Maszyna rozbiła się krótko po starcie. Nikt znajdujący się na pokładzie nie przeżył.
Śmierć Vaughana nastąpiła w momencie, gdy artysta miał za sobą bardzo trudny okres związany z uzależnieniami i właśnie rozpoczynał kolejny, bardziej stabilny etap życia i kariery. Dlatego tragedia była dla świata bluesa szczególnie bolesna – wszystko wskazywało na to, że przed muzykiem były jeszcze dziesięciolecia twórczości.
Dziedzictwo, które nie słabnie
Stevie Ray Vaughan pozostawił po sobie stosunkowo niewielką dyskografię, ale jej znaczenie jest ogromne. Pomógł przywrócić bluesowi miejsce w głównym nurcie muzyki popularnej lat 80., a jego sposób gry stał się wzorem dla tysięcy gitarzystów.
36 lat po jego śmierci nagrania Stevie Ray Vaughana nadal brzmią tak, jakby powstały z czystego impulsu. Bez kalkulacji i bez dystansu. Była w nich technika, ale przede wszystkim emocja – i właśnie dlatego jego gitara wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów w historii blues-rocka.
Źródło zdjęcia: Austin City Limits
